6 września 2011

Tylko we Lwowie!

Losy wyjazdu do Lwowa ważyły się do ostatniej chwili. Sierpień mijał pod znakiem egzaminów poprawkowych, sesji zdjęciowych i trasy z zespołem. W tym czasie mój paszport stracił ważność a ja stanęłam przed zadaniem udowodnienia urzędnikom, że bardzo potrzebuję paszportu tymczasowego. Na nic zdało się załatwianie papierów przez Zyge, które miały potwierdzić, że przyjeżdżam w ramach polsko-ukraińskiej wymiany artystycznej: "Proszę pani, takiej sprawy nie mogę przyklepać, bo jedzie pani w celach zarobkowych, na koncerty. Gdyby pani ktoś umarł i jechałaby pani na pogrzeb, albo leczyć się za garnicę, to owszem... - Ale ja nie jestem chora! - To niech pani będzie." Po kilku wizytach u lekarzy w końcu znalazłam takiego, który stwierdził u mnie zaburzenia psychiczne. Wszystko się zgadzało, a ja dostałam paszport od ręki. 6 godzin później siedziałam w pociągu do Przemyśla i czekałam na Asię, która miała do mnie dołączyć w Rzeszowie. Reszta na zdjęciach...


Nie śpimy, trzymamy krzesła.

zestaw obowiązkowy

Andrij - nasz gospodarz

Zyga
















Chciałam zrobić zdjęcie Joannie, która odpływała w podróży, ale pomyślałam, że ją oszczędzę. Woda zamiast Asi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz